Lubicie to uczucie, gdy po ciężkim dniu bierzecie odprężającą kąpiel w wannie, zmywacie makijaż, roztrzepujecie włosy, zakładacie pidżamę i grube skarpety? A potem wchodzicie do łóżka. Chyba na to czekałam cały dzisiejszy dzień. Wanna właśnie napełnia się wodą, a ja znalazłam chwilę na jakieś przemyślenia. Czeka mnie lektura i słówka z angielskiego, żadna nowość. Ola jak zwykle zawalona lekcjami! Dodam tylko tyle, że cholernie boli mnie gardło, a nie chcę się rozłożyć przed piątkiem, przed rozprawą sądową, na którą idziemy z klasą, którą załatwił mój tato. Wracając do zmywania makijażu, lubię umalowaną siebie i naturalną, a szczególnie wieczorem zmywam wszystkie troski dzisiejszego dnia, to bardzo pozytywne uczucie. Mój K. znów wyjechał na studia, po cudownym weekendzie czas wrócić do pięciu roboczych dni. Jutro osiem godzin w szkole, oby do 15.20 i dziękuję bardzo.
Wspominałam o moim ukochanym kocie, prawda? Dziś powtórnie wycinaliśmy mu guza, jest szansa, że nie będzie się odnawiał, minimalna, ale jest. Zrobię wszystko, co przedłuży mu życie chociażby o miesiąc. Mam wielką nadzieję, że wreszcie będzie dobrze. Dzisiejszy dzień dla niego był fatalny, po narkozie nie może chodzić, przewraca się, obsikał mi spodnie, jak go niosłam, ale to wszystko nieważne, oby tylko żył.
Tymczasem witaj poniedziałku i kolejny ciężki tygodniu!