środa, 30 lipca 2014

Dear John.

Sama nie wiem, czego chcę... Chciałabym być obok Ciebie. Uwielbiam przytulać się do Ciebie, Ty się uśmiechasz i obejmujesz mnie ramieniem. Czego mogę chcieć więcej w tej chwili? Czuję, że mam wszystko, bo mam Ciebie. Delikatnie jeżdżę palcami po Twojej klatce i przygryzam wargę, czekając na to, co będzie potem. Opowiadam Ci o rzeczach zupełnie nieistotnych, ale słuchasz uważanie i nawet się śmiejesz. Zaczynasz mnie łaskotać i nie chcesz przestać, a ja czuję się najszczęśliwsza mając Cię tak blisko. Podnoszę głowę i zaczynam Cię całować. Nie pozostajesz mi dłużny. Uwielbiam, gdy przejmujesz kontrolę, a ja tak chętnie się Tobie oddaję. Nie myślę wtedy o niczym innym - jest przyjemniejsze uczucie? Skupiam się jedynie na Tobie i jest mi tak cholernie dobrze. Nawet nie zauważam, kiedy pozbawiasz mnie ubrań, bo niczego się przy Tobie nie wstydzę, nie mam obaw. Cieszę się, że sprawiam Ci radość, że Tobie także jest przy mnie dobrze. Ale tak, chciałabym czegoś więcej. Chciałabym mieć Cię obok...




- podjęłam pracę!
- wyjeżdżam nad jezioro.
- kolejny rok studiów przede mną.
- mieszkanie z przyjaciółką - oby.
- nie mogę przestać o nim myśleć.
- robię wszystko, by nie myśleć.
- jutro Gdańsk, oby bez korków.
- Mel B. leci do przodu!


środa, 9 lipca 2014

Summer.


Cześć laski! 

Póki co motywacja do ćwiczeń, ruchu i unikania niektórych rzeczy jest. :) Dlatego też pomyślałam, że i Was do tego zachęcę. Spoko, nie przerażajcie się! Brak całego programu Chodakowskiej, chyba, że na wstępie chcesz zejść na zawał. Ewka jest genialna i składam jej pokłony, ale gdy mówi 'rób tyle, ile możesz', ja chcę robić wszystko, przez co ledwie łapię oddech. Dlatego zacznijmy inaczej. Postarajmy się o trochę ruchu każdego dnia. Rower, spacer z psem, bieganie, pajacyki, skakanie, brzuszki, cokolwiek. Co - kto lubi i woli. Do niczego nie zmuszam, a jedynie do RUCHU każdego dnia. Początki zawsze są trudne, dlatego wróciłam do swojego starego TWITTERA, stąd ta nazwa. Sprawa jest prosta, zakładacie własnego, dodajemy się do ziomków, czy cokolwiek i nawzajem motywujemy tymi 140 znakami! Wpisy mogą być takie, jak tylko sobie zażyczysz, co napiszesz, będzie dobrze. Ważne, by motywować, motywować i jeszcze raz motywować. Robię to dlatego, że jestem pewna, że za parę dni moja motywacja zniknie, lenistwo znów przejmie nade mną władzę, a ja nadal będę tylko narzekać. A co Wam życzę na każde święta? Przestańmy wreszcie narzekać! Dlatego czas najwyższy ruszyć tyłek, są wakacje, masz mnóstwo czasu, by raz dziennie zrobić 50 pajacyków. Poszukaj programów w internecie, polecam Mel B, ta laska autentycznie się męczy! Ułóż swój własny ze zlepków różnych. Gwarantuję, że będziesz zadowolona. Z dnia na dzień postanawiaj sobie ograniczyć, czy czekoladę, żelki i inne powszechnie niezdrowe rzeczy. Chodźmy małymi kroczkami, by nie narzekać! Do tego potrzeba wsparcia, mamy Ewkę, mamy siebie, damy radę. :) Piszcie, co o tym myślicie. 
Najlepszy po takim wysiłku jest zimny prysznic, do którego dzisiaj się przekonałam, bo czuję się maksymalnie błogo, mimo, że nie czuję nóg.
Znajdźmy też czas, by trochę się poopalać! :) 
Wytrzymałam dziś pół godziny na słońcu i uciekłam pod prysznic.

Zostawiam mojego twittera i trzymam kciuki!

http://twitter.com/brazowoooka

poniedziałek, 7 lipca 2014

Always in my head.

 Był styczeń, jest lipiec, ale teraz zdecydowanie DZIEŃ DOBRY!

Wiele się wydarzyło przez te parę miesięcy.

Między innymi: skończyłam pierwszy rok studiów! :))
Bez żadnych wrześniowych poprawek, zaczynam cieszyć się trzymiesięcznymi wakacjami. Mój rok jest zdecydowanie najlepszy pod słońcem, szczególnie na hawajskich imprezkach podczas sesji. Kontakty są naprawdę świetne, nie mogłabym mieć lepiej. Jestem zadowolona z wyników, jest dobrze. 

Przygarnęłam psa. :))
Był to zdecydowanie dobry krok, wprowadziła w moim życiu tyle niewyobrażalnej radości! Jak to tata powiedział: 'wszystko, żebyś była szczęśliwa'. Można mieć lepiej? Zgodził się na sunię i oto jest. Aktualnie ma dziewięć miesięcy, nie gasnący uśmiech na mordce i wszędzie jej pełno. Poniżej będą zdjęcia. I tak, jest doskonałą, kobiecą kopią Matisa. To nie mógł być inny pies. Jest idealnie do niego podobna, niektóre zachowania ma dokładnie identyczne. Żaden pies nie zastąpi mi tego, przy którym się wychowałam. Nadal mam łzy w oczach, jak o nim pomyślę. Ale pies jest zdecydowanie potrzebny w moim życiu. Chociażby po to, by w największe ulewy i burze wyciągał mnie z domu! Najgorsze było sikanie na moje nowiutkie panele. Ale to na szczęście za nami. Jest jeszcze głupiutka, czasami sprawia problemy, ale świetnie sobie z tym radzę. Jak na dorosłą dziewczynę przystało, w końcu to mój pies, który mieszka ze mną w Gdańsku. Ma na imię Dasza. 

Rok z kuzynem dobiega końca.
Za parę dni wyprowadzi się i uciążliwe mieszkanie z nim dobiegnie końca. Bardzo się z tego cieszę, doprowadzę całe mieszkanie do porządku, szczególnie jego pokój i będzie wprost idealnie mieszkać z dziewczyną. Co więcej - z najlepszą przyjaciółką, ale to jeszcze nic pewnego i przed nami. 

Polubiłam Gdańsk.
Nie czuję się już źle jadąc tam, jadę z uśmiechem na ustach. Co prawda nadal z większym wracam do domu, ale jest progres. Głównie za sprawą Daszki, ale też mnóstwa nowych znajomych. Lubię wychodzić na miasto i wracać do mieszkania, gdzie mój pies nauczył się rozpoznawać wpisany kod od klatki, że zaraz ktoś przyjdzie. Przyzwyczaiłam się do tamtejszego stylu życia, ciągłych korków, mnóstwa ludzi wszędzie i innych. Dlatego też coraz bardziej cieszę się wracając do swojego małego Elbląga, gdzie znam ludzi na każdym kroku, a mieszkam tam, gdzie jest cicho i spokojnie. I dziękuję losowi, każdego dnia, że nie mieszkam w akademiku. Nie mogłabym się do tego przyzwyczaić. No i nie akceptują tam psów. 

Jestem singlem od marca i jestem cholernie szczęśliwa.
Gdy ludzie pytają mnie, czy się z kimś spotykam, a ja odpowiadam, że nie, widzę współczucie w ich oczach. Jest to doprawdy rozbrajające, po raz kolejny uświadamiam sobie w jak ograniczonym społeczeństwie żyjemy. Mogłabym być w związku na pstryknięcie palcem, nie trudno mi znaleźć faceta, ale po co? Po co mam być, by być? Po co mam się denerwować, ciągle narzekać i źle czuć? Chcę czegoś więcej niż zwykłego związku, chcę budzić się rano z myślą, że tak, to jest ten facet, z którym chcę spędzić resztę życia. Będę w związku, jak chociażby będzie chemia, jak nie będę narzekać. Nie, nie chcę ideału. Mój facet może mieć wad od cholery, ale chcę móc żyć z tymi wadami i akceptować je. Ale potrzebuję motyli w brzuchu, chemii i wzajemnego zrozumienia, a ostatnio mam wrażenie, że to już prawie nie istnieje. Chociaż związek mojej jednej koleżanki, mimo ciągłych kłótni uważam za bardzo dobry związek i zazdroszczę. Jak się na nich patrzy, to widać prawdziwą miłość. I tego będę szukać!

Z większych rzeczy to tyle, reszta większych jest ważna dla mnie, jak zmiana pracy mojego taty, kontakty z moim kolegą, wakacyjny wyjazd nad jezioro. 
Teraz najbardziej cieszę się z tego, że mam wakacje! Dzisiejszego dnia obudziłam się ze świadomością, że nic nie muszę. Może być coś cudowniejszego? Postanowiłam także wziąć się za jakiś ruch, nie dlatego, że uważam że mam za dużo kilogramów. Może i mam, ale dobrze się czuję, a mimo to słyszę, że jestem seksowna. Chcę się czuć jeszcze lepiej w swoim własnym ciele, dla własnej satysfakcji.
A teraz zbieram się do czyszczenia swojego auta, bo jutro wpadam do Gdańska. Wczoraj tyle wydałam na zakupy w nim, a jutro znowu, no cóż. Przeżyjemy. 

Udanych wakacji, opalania i trzymajcie się ciepło! :*