czwartek, 26 grudnia 2013

All I want for Christmas is You.

Dobry wieczór! ;*

Święta, święta i po świętach. Zdecydowanie były udane! Czas spędzony z rodziną jest w tym wszystkim najważniejszy. Uwielbiam spędzać całe dnie z rodzicami, mimo że często wyjeżdżam z chęcią odpoczęcia od nich, to wracam stęskniona jak nie wiem co. Ten uśmiech mamy, gdy przychodzę do domu z torbą. Specjalnie dla mnie zrobiony obiad i taty 'no córeczko, przyjeżdżam po Ciebie jutro, by zabrać Cię do domu'. Co czwartek 'cześć Elbląg!'. Takie życie studenckie na razie mi się podoba. W tym tygodniu mam nadzieję, że odzyskam auto i Sylwester w Gdańsku z moją najlepszą na całym świecie 'siostrą' i nowym ciasteczkiem. Ale chyba najlepiej będzie, jak zacznę po kolei. 

Prezent gwiazdkowy był nie lada wyzwaniem dla moich rodziców. Co kupić córce, która ma już wszystko? Chciałam psa, jednak po głębszych przemyśleniach jest na to jeszcze za wcześnie. To były pierwsze święta bez Matisa i cały czas był wspominany. Dzisiaj uważałam, by go nie kopnąć pod stołem. Brakuje go, bardzo. Ale jest z nami, zawsze. Kontynuując, żadnego pomysłu w głowie, jeśli chodzi o materialne rzeczy. Pomyślałam sobie 'tato, daj mi wreszcie jakiegoś porządnego faceta!'. No, ale tata mi tego nie zrealizuje ( mimo wczorajszych zapewnień, że on by mi go szybko znalazł ). Dostałam perfumy - Coco Chanel Mademoiselle. Zaskoczyli mnie tym, nie spodziewałam się. Zdecydowanie poprawia mi humor. Bardzo lubię czuć się, jak księżniczka, bardzo. Ale jak mogłoby być inaczej, gdy ma się takich rodziców, którzy ciągle mnie rozpieszczają? Oglądanie wspólnie filmów, jedzenie i oczywiście 'Kevin sam w domu'. Zaliczam te święta do udanych, były inne od wszystkich, zwyczajne, ale udane. 

Ostatnio spotykałam się ze słodkim chłopcem, grającym na gitarze. Nie trwało to długo, zostaliśmy przyjaciółmi. Widocznie po prostu się nie dopasowaliśmy. W momencie, kiedy decyduję się na 'żadnych facetów, odpocznę sobie od nich' poznaję bardzo sympatycznego chłopaka. Niestety, ma na imię tak jak jeden z moich byłych - kompletna porażka. Ale na szczęście są całkowicie różni, więc mi to nie przeszkadza. Cóż mogę o nim powiedzieć? Wysoki, przystojny, zbudowany, słodki, przesłodki! Ale jakże męski przy tym. Uwielbiam męskich facetów, którzy wezmą, przyciągną i pocałują. Tak, to zdecydowanie ten typ. I bardzo mi się to podoba. Mam z nim tylko jeden problem. Strasznie boję się zaangażować w to całą sobą, ciągle mam jakieś obawy. Myślę, czemu się mną zainteresował, przecież są lepsze, że zaraz mu się znudzę, czy że to początkowa fascynacja. Pewnie tak jest, dlatego póki co staram się nie tracić głowy. Ale nie potrafię się skupić, kiedy tak na mnie patrzy, czy całuje mnie w czoło. Uwielbiam ten moment, gdy łapie mnie za rękę, przychodzi mu to tak naturalnie! Ten typ faceta, coś jak niedawny pan Sz. Myślę, że po dzisiejszym dniu jednak zmienię zdanie i postaram się bardziej na niego otworzyć. Nie mam nic do stracenia przecież. 

' Jeju obojgu nam na sobie zależy, ja planuje pytać się Ciebie czy Ty chcesz ze mną być,
a Ty ze mną zrywasz, mimo tego że nie jesteśmy razem XD tak nie może być! '

- dwie godziny po kłótni 'co robisz kochanie?' - bardzo to lubię!
Ludzie się kłócą, gdy im na sobie zależy, wychodzę z takiego założenia. Dobrze jest się czasami porządnie pokłócić, by móc się bardzo dobrze pogodzić. Zobaczymy, wszystko przed nami. 

Jakie mam postanowienia noworoczne? Zacząć ćwiczyć, tak! Miałam już w wakacje, ale zabrakło mi motywacji. Nie czuję potrzeby chudnięcia, chcę to robić dla czystej przyjemności. Zdać sesję, w pierwszym terminie i zaliczyć ten semestr. Trzeba będzie się zaraz zacząć uczyć. No i spróbuję poprawić swoją maturę. Nie mam najmniejszego zamiaru się poddawać, trzeba spróbować jeszcze raz. Najlepsze w tym facecie jest to, że daje mi mocnego kopa do jakiegoś działania, a nie siedzenia w domu i oglądania telewizji, czy grania na komputerze. Myślę, że to też jest bardzo ważne. Chcę, by moi rodzice byli szczęśliwy, zadowoleni z tych 20 małżeńskich lat, które przypadną w lutym. Życzę sobie, by nic się nie zmieniło w mojej najbliższej rodzinie. Byśmy dalej byli tak szczęśliwi, jak teraz. Uwielbiam patrzeć, na moich rodziców, którzy się całują składając sobie życzenia. Jestem cholerną szczęściarą. Chcę by tato był zadowolony z nowej pracy, bo wiem, że robi to dla mnie, by być bliżej mnie. Swojej jedynej córeczki. Raz zadzwonił do mnie o 8 rano, że właśnie przejeżdża koło mojego mieszkania w drodze do pracy i żebym się o nic nie martwiła, bo tatuś zawsze jest w pobliżu, czy to nie urocze? Tak dobrze czasami poczuć się, jak mała dziewczynka. Życzę sobie więcej zdrowia w tym roku, by wszystko było lepiej niż dotychczas, by mi się poprawiło. Wierzę w to, że któregoś dnia może całkowicie wyzdrowieję i wtedy będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, bo nic innego nie jest mi do szczęścia potrzebne. Chcę jak najwięcej słońca w tym roku, więcej motywacji, dobrych dni! Wielu dni spędzonych z najbliższymi, mniej trosk, mniej problemów. 

Szczęśliwego Nowego Roku!
Życzę Wam szczęścia, gdy Wy czujecie się szczęśliwe, wtedy wszystko dookoła się nie liczy. Jak najwięcej udanych dni, szczerych i prawdziwych przyjaciół, cudownych i przystojnych facetów, dobrego seksu, braku kaca w Nowy Rok i każdy inny dzień w roku. By to, do czego dążycie, czego chcecie się spełniło! I nigdy, przenigdy się nie poddawajcie. 

Just suck it up. 




środa, 27 listopada 2013

You're beautiful.

Dobry wieczór! :)
My life is brilliant... Najgorsze jest to, że nie potrafię tego docenić. Nie potrafię się cieszyć z tego, co mam. A mam naprawdę bardzo dużo. Przede wszystkim mam najlepszych rodziców pod słońcem, którzy wspierają mnie w każdy, możliwy sposób. Jestem ich oczkiem w głowie i świata poza mną nie widzą. Może być coś piękniejszego? Być dla nich najważniejszą - naprawdę niesamowite! Nawet, gdy rozbijam samochód w najmniej oczekiwanym momencie, to martwią się tylko o to, jak będę dojeżdżać na uczelnię. Ale punto zostanie naprawione, całe szczęście! Nie chciałabym tak szybko się z nim pożegnać. Ostatnio zdecydowanie za dużo piję, dlatego od ostatniego piątku stop, podziękuję. Nie tak się rozwiązuje problemy, mała. Mimo, że ostatnio całkiem pijana weszłam w nocy rodzicom do łóżka i zasnęłam, niczym małe dziecko. Ale pijana. 
Mam nowego chłopaka, coś ciekawego. Gdy jestem przy nim zapominam dosłownie o wszystkim, o wszystkim, co mnie męczy. Liczy się tylko to, że On jest obok. Przyjemne uczucie, ale czy to TO uczucie? Trudno mi stwierdzić, póki co zdecydowanie za mało czasu spędzamy razem, gdyż studiuję w Gdańsku, a on jest w Elblągu. Ale postaram się to zmienić w najbliższym czasie. :) 
Strasznie kiepska ze mnie studentka. Opuszczam wykłady, w tym momencie powinnam je przepisywać, a nawet tego mi się nie chce. Ostatnio ciężko mi jest rano wstać z łóżka, bardzo ciężko. Trzeba wreszcie się zmobilizować! 
Mam teraz trochę ciężki okres, ale wierzę to, że to minie. Pewnie to przez pogodę za oknem, oby! Tymczasem idę stawać się lepszą studentką! I brakuje mi tu wanny. :(
Dobranoc!

piątek, 18 października 2013

How to save a life.

Cześć robaczki. ;*
Bycie studentką nie jest tak prostą sprawą, jak mi się wydawało. Studia humanistyczne wymagają przyswojenia ogromnej ilości książkowej wiedzy. A ja już odpuszczam sobie pierwsze wykłady z prostej przyczyny - nie mam ochoty wstawać rano z łóżka. 
Wszystko jest nie tak, nie tak, jak powinno. Nie potrafię się pozbierać, wziąć się w garść. Ogromnie brakuje mi mojego czworonożnego przyjaciela, za którym jeszcze często płaczę. Nawet teraz mam łzy w oczach. Próbowałam jakoś to przetrwać, starałam się wstawać codziennie rano z łóżka, żyć. Teraz już nawet na to nie mam siły. Studiuję, by studiować, będę poprawiać maturę, ale brakuje mi mobilizacji. Kilogramy też mi przybywają, ku ich zrzuceniu również brakuje mi mobilizacji. Brakuje mi też mobilizacji do czegokolwiek. 
Tkwię w związku, w którym nie chcę być, ale nie potrafię tego zmienić. Na początku mi się podobało, były wakacje, teraz jest rutyna, codzienność. Każdy, najmniejszy jego zły ruch sprawia mi przykrość, mimo, że potem żałuje i przeprasza mnie za to. 
Mam własne mieszkanie w Gdańsku, samochód, a nie potrafię się tym należycie cieszyć. Ciężko jest mi mieszkać z kuzynem, szczególnie gdy pod moją nieobecność śpi z dziewczyną w moim nowym łóżku, to było przegięcie. I tak naprawdę od zeszłego tygodnia mam ochotę nie wychodzić z łóżka, ale tego w moim pokoju, w moim rodzinnym domu. Z ukochanym kotem, kocem, rodzicami, którzy wszystko mi przyniosą, podadzą. To jest chyba jeden z najgorszych okresów w moim życiu, jest mi naprawdę bardzo ciężko. Oby w poniedziałek się wszystko zmieniło. Dzisiejsze piwo też powinno pomóc, a ja, jak na złość nie mogę znaleźć mojej czarnej spódniczki. Piwo na pewno pomoże, musi. 
Musi zacząć być lepiej, na pewno. Kiedyś zła passa musi się skończyć. Oby tak było, trzymajcie kciuki! 

''We all gonna die. We don’t decide about when and how. But we can do decide how we gonna live. So do it. Decide. Is this the life you want to live? Is this a person you wanna love? Is this the best you can be? Can you be stronger? Kinder? More compassion? Decide… Breath in. Breath out. And decide.''
-Grey’s Anatomy

czwartek, 15 sierpnia 2013

Matis.

Dostałam go na ósme urodziny i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mała, czarna kulka, która biegała ze mną od pokoju do pokoju, ciesząc przy tym mordkę i poszczekując za każdym razem, gdy skakaliśmy na łóżko. Mała, czarna kulka, która na pierwszym spacerze pociągnęła mnie na smyczy tak, że pozdzierałam kolana. Mała, czarna kulka, która powoli umiera. Matis jest moim psem, który jest ze mną od 11 lat. Zawsze szczekał, jak ktoś zadzwonił na dzwonek do drzwi, biegał, cieszył się, bawił się z kotem i razem ze mną skakał po łóżkach, ścigał się, pilnował mnie nocami na spacerach z koleżanką. 
Zaczęłam to pisać jakiś tydzień temu. W poniedziałek go uśpiliśmy, ostatnie parę dni trzymał się tylko dzięki lekom, nie jadł, ciągle spał, w poniedziałek już nawet nie chodził lub potykał się o własne łapy. Nie potrafię się pogodzić z tym, że już go nie ma. Źle jest, gdy łapię siebie na tym, że moja myśl wiąże się z nim, że tu leży, że trzeba z nim wyjść, że idzie po schodach lub zaraz wejdzie do pokoju i na mnie spojrzy. Ale zdecydowanie najgorzej jest, gdy wracam do domu, bo wiem, że on już nie czeka i nigdy nie będzie. Nie będzie szczekania, merdania ogonem czy tej radości na mój widok, choć wyszłam tylko wyrzucić śmieci. Każde wspomnienie o nim powoduje potok łez, a nie da się o nim nie myśleć, był częścią mojego życia, codziennością, zawsze był. Czy miałam zły dzień, gdy wszystko było nie tak, mała, czarna mordka zawsze była uśmiechnięta i radosna. I takim chcę go zapamiętać, nie takim jakim był przez ten ostatni tydzień, bo Matis po prostu gasł w oczach. Skończyło się szczekanie, bieganie, czy nawet unoszenie łba na czyjś widok. To boli, cholernie boli stracić część siebie, bo był członkiem mojej rodziny i brakuje mi nawet zabierania mojej kołdry i tych pomruków niezadowolenia, gdy jednak walczyłam o swoje, a tak tego nie znosiłam. Ciężko jest żyć bez niego, mieszkać w domu, który jest nim wypełniony. Gdzie nie spojrzę tam widzę go. Wydreptał tu podłogi, wyleżał dywany, wyskakał łóżka, a po schodach zbiegał w rekordowym tempie, gdy tylko zobaczył smycz. Nie będzie kolejnego psa, bo żaden nie jest w stanie go zastąpić. Mimo mojego wszelkiego narzekania - był najlepszym prezentem urodzinowym, zapewniliśmy mu najlepsze psie życie. Niedzielne wylegiwanie się w łóżku z rodzicami, psem i dwoma kotami? Obowiązkowo! Hop siup. Wierzę, że jest Ci tam lepiej i jesteś uśmiechnięty. To był zdecydowanie wyjątkowy pies, ponoć czas leczy rany. Nic, nigdy, nie bolało mnie tak bardzo.

Wszystkiego najlepszego Ola! 














czwartek, 1 sierpnia 2013

I need your love.

Dobry wieczór czy raczej dzień dobry?
Sierpień zaczął się pracowitym dniem, w którym razem z tatą składałam szafę na drugie piętro. Było to dobre, po wcześniejszym piciu ze znajomymi, po którym miałam ochotę umrzeć w łóżku, bo nic nie było w stanie poprawić mi humoru. Lubię dni spędzone z tatą, gdy możemy o wszystkim porozmawiać, a mi pozwala to o niczym nie myśleć. Najgorsze jest nocne myślenie, gdy tyle myśli krąży w mojej głowie i sama nie wiem, w którym momencie mam zacząć płakać. Wiem, że to wydaje się śmieszne. Przecież mam wszystko, tak twierdzą wszyscy ludzie dookoła mnie, czego mi może brakować? Brakuje mi mianowicie jednego, powodu dla którego miałabym codziennie wstawać rano z łóżka. Liczę, że gdy zamieszkam wreszcie w Gdańsku i pójdę na studia to to się zmieni. Póki co nie przepadam za tymi wakacjami, wyobrażałam je sobie zupełnie inaczej. Nie potrafię się zebrać w sobie, nie mam ochoty chodzić na randki, nie mam ochoty pić piwa ze znajomymi, a jak piwo nie pomaga na zły humor to już jest źle. Denerwują mnie natręci, którzy ciągle do mnie piszą. I nie mam ochoty spędzać czasu z 'przyjaciółmi', którzy przychodzą do mnie, kiedy czegoś ode mnie chcą. Przydałaby się jakaś true love, czy coś. 
Nie chcę marudzić, nie chcę mieć złego humoru. Chcę się cholernie uśmiechać i cieszyć tym wolnym, ale chyba jakoś nie potrafię.
Wiecie co mnie najbardziej wkurza? Jestem naturalną brunetką, farba wiele razy gościła na mojej głowie, jednak zawsze wracałam do swojego naturalnego koloru. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie cholerne słońce, które rozjaśnia mi włosy. HELP! Cholernie źle się z tym czuję. 
Tymczasem dobranoc i NIE polecam horroru OBECNOŚĆ, strach zejść do piwnicy w nocy. ;c

środa, 17 lipca 2013

With me.

Cześć i czołem! :)
Dawno tu nie zaglądałam, ale po prostu żyłam. 
Wiele się zmieniło od ostatniego czasu, naprawdę. Między innymi zdążyłam stać się najgorszą wersją 'kobiety', powoli wychodzę na prostą. Udowodniłam sobie także, że facet może nieźle namieszać w życiu. A raczej my, kobiety, kompletnie zatracamy całe swoje życie dla nich. 
Kilka faktów, co się działo w tym czasie.
Między innymi utwierdziłam się z przekonaniu, że cholernie pociągają mnie 'niegrzeczni' chłopcy, gdy wkręcam sobie dziwną misję, by zrobić z nich porządnych mężczyzn, tak jak to było z moim ostatnim chłopakiem. Faceci, którzy po pierwszej 'randce' chcą być już moim chłopakiem wcale nie robią na mnie wrażenia. Wręcz przeciwnie, cholernie mnie to odrzuca. Tak samo, jak nazywanie mnie swoim skarbem po wymienieniu paru sms'ów. Kolesie, ogarnijcie się! Dziewczyny też lubią zdobywać. Po co mi facet podany na tacy, który mógłby być z każdą, która tylko jest ładna? Im jest trudniej, tym ciekawiej. Może dlatego mimo jednej okropnej sytuacji nadal mam ochotę się spotykać z pewnym panem. A uwierzcie mi, gorszej nie mogłoby już być. Chcę stuprocentowego faceta, to naprawdę tak wiele? Mam swój ideał i na niego poczekam, bo gdy już go spotkam, to wiem, że będzie wart zachodu. Chcę czuć się wyjątkowa, chcę by facet mnie chciał za mój charakter, osobowość, uśmiech, a nie fajny tyłek. Który swoją drogą wcale nie jest taki fajny. Poza tym, muszą mi mięknąć kolana i czekam na motyle w brzuchu. Tak, jak to było ostatnio, czego na bieżąco byłyście świadkami. ;)
Tak, kolejnym faktem jest to, że czasami cholernie tęsknię za moim byłym. Nie konkretnie za nim, ale za tym poczuciem bycia z kimś, a było mi z nim cholernie dobrze, te dwa miesiące były najlepsze pod słońcem. Czułam się kobietą przy nim, bynajmniej na początku. Potem faktycznie się nie dopasowaliśmy, skończyliśmy, tak jak zaczęliśmy, tym, w czym oboje jesteśmy najlepsi. Utwierdziłam się w przekonaniu, że mimo wszystko dobrze mi się z nim rozmawiało, nawet jak już nie jesteśmy razem, to coś w tym jest. Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale cieszę się, że wyjeżdża na drugi koniec kraju kopać piłkę. Nie mogłabym żyć z tym, że jest w pobliżu i już nigdy nie będzie mój. 
Kolejnym faktem jest to, że matura nie poszła mi tak dobrze, chodzi o te dodatkowe przedmioty. Podstawy wyszły wyśmienicie! Nawet matma 74%, pogratulujcie mi! :D Na prawo się nie dostanę, nie w tym roku. Idę za to na pedagogikę wczesnej edukacji, też dobrze. Nie załamuję się. Wyciągam wnioski z popełnionych błędów i na pewno nauczkę. Poprawiam maturę za rok, także trzymajcie kciuki! Trzy przedmioty mam do napisania, reszta jest ok. Póki co postudiuję sobie, będzie ciekawie, a z czasem zobaczymy. 
Przeprowadzam się do Gdańska! Jesteśmy w trakcie finalizowania umowy na mieszkanie, z czego ogromnie się cieszę! Jestem rozpieszczona i cholernie mi z tym dobrze, ale o tym potem. Mieszkanie jest cudowne, trzy pokojowe, zgadzam się na prysznic, miła odmiana! No i garderoba, balkon. Tak, jak to sobie wymarzyłam. Dodatkowo dostaję samochód, także jestem ogromną szczęściarą. Czego chcieć więcej? Świat stoi przede mną otworem. 
Jak to się mówi? Z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach, jak słodko. Rodzice kochają mnie ponad życie, a ja jestem w stanie zrobić dla nich wszystko. Mówię teraz o dalszej rodzinie - kuzynostwo. Z tą kuzynką akurat utrzymywałam czysto pro-rodzinne relacje, nic więcej. Nie miałam pojęcia, że aż tak mnie nienawidzi, a raczej mi zazdrości, by publicznie w internecie powyzywać mnie od pustych lalek Barbie, gdy nigdy w życiu nie odczułam z jej strony żadnej wrogości w realu. Napisał mi to jej mąż, przepraszam, teraz - były mąż. W dodatku po wyjściu do pubu, z kuzynem i koleżanką dowiedziałam się, że jestem rozpieszczonym leniem, który sam sobie w życiu nie poradzi. Nic nie należy do mnie, a rodzice mnie nie chcą, hm, jak słodko! Na dodatek życzą mi, bym kiedyś zaznała biedy. Ale kim Wy, ku*wa jesteście, by mówić mi, jak mam żyć? Z koleżanką nie utrzymuję kontaktu, z kuzynem będę mieszkać w MOIM mieszkaniu od października, będzie ciekawie. Już ja o to zadbam. 
Chyba to by było na tyle z tego, co u mnie słychać. Jak na tak krótki okres czasu trochę się działo. Zdążyłam nabawić się tygodniowego ataku serca przez pewną sytuację, która niedawno się skończyła. A teraz chcę być radosną dziewczyną uważającą, że życie jest piękne. Bo jest cholernie piękne, gdy całe stoi przede mną otworem i mogę robić, co tylko chcę. Czy to nie cudowne? 
Witaj Gdańsk! 


leżing, smażing. <3
Dajcie mi więcej słońca! 
W oczekiwaniu na Gdańsk, idealnego faceta i studia postaram się zrzucić trochę tłuszczyku z Ewą Chodakowską! Trzymajcie kciuki! ;*

sobota, 1 czerwca 2013

Can't hold us.

Dobry wieczór kochane! ;*
Czy może raczej dzień dobry patrząc na godzinę? :) U mnie właściwie bez większych zmian. Powoli zaczynam się jedynie przyzwyczajać do bycia samotną. I jest to coś innego, ale z całą pewnością nie gorszego. Czasami po prostu tylko mam ochotę się do kogoś przytulić. Ale jakoś sobie z tym daję radę. :) Jutro jadę do Gd na weekend, będzie ciekawie, tak myślę. Dwa dni sama w domu też jakoś zleciały. Nie umiem sama zasypiać, to jest dziwne. Także więcej z całą pewnością Wam opowiem, gdy wrócę. :) Póki co wczoraj biegałam, grałam na xbox'ie, dziś jeździłam na rowerze, umyłam samochód. Wszystko mnie boli. Jak na takiego lenia jak ja, to był naprawdę niezły wysiłek. Także wieczorem zrobiłam sobie dobrze zamawiając pizzę. <3 Niestety słabo z alkoholem, bo jutro mam prowadzić, a przydałby się! 

Jestem pewna, że za parę dni zadam sobie pytanie: 'co Ty kurwa odpierdalasz?' Przecież to nie Ty, to nie jesteś Ty. Ty się tak nie zachowujesz, jakiś czas temu w życiu byś o tym nie pomyślała, a teraz przychodzi Ci to z taką łatwością? Mała, to będzie bolało, na pewno. Zawsze potem boli, nie umiesz żyć bez uczuć. Czy warto to zmieniać? Warto być taką? Tak postępować? Teraz jest dobrze, pasuje Ci to, a potem? Jak to się mówi, jeśli chcesz zrobić coś złego, zrób to, bo jeśli nie, to potem będziesz żałować. Ale czy nie za dużo tych złych rzeczy? 

Trzymajcie się ciepło, wreszcie wyszła ładna pogoda! Także krótkie spodenki take on. <3
Całuję, egoistycznaa. 


P.S. Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dziecka! ;*

piątek, 24 maja 2013

Nie powiem jak.

Witajcie misiaczki! ;*
Co prawda od poniedziałku jestem wolnym człowiekiem, ale dopiero dziś znalazłam chwilę, by cokolwiek tutaj napisać. Tak naprawdę nie mam pojęcia, co chciałybyście tu przeczytać.
Maturę mam za sobą, nie taki diabeł straszny. Coś jak duży sprawdzian, wiadomo. Ustny polski na 70%, a już myślałam, że go nie zdam i ustny angielski na 83%, mogło być lepiej, ale przecież trzeba się kłócić z facetem w ten sam dzień. 
Apropo faceta, powitajcie egoistyczną singielkę. Tak, tak, rozstaliśmy się. Trochę wstyd mi się przed Wami przyznać, że mimo iż tak bardzo byłam zakochana, co było widać po moich wcześniejszych postach, to jednak koniec. Owszem, jest mi trochę przykro. Mimo, że to ja się z nim rozstałam, potem próbowaliśmy coś z tym zrobić, ale w konsekwencji facet stwierdził, że nic już do mnie nie czuje. 'Coś tam razem przeżyliśmy, ale to nie to.' W sumie racja, za jakiś czas pewnie też bym doszła do tego samego wniosku. Było mi z nim dobrze, ale chyba po prostu do siebie nie pasowaliśmy. Jak widać, seks nie może scalać związku. Trochę też boli mnie fakt, że za szybko się przed nim otworzyłam, teraz z całą pewnością będzie mi ciężej to zrobić przed kimś innym. Tak! Bo nie mam zamiaru się załamywać, pan idealny gdzieś tam na mnie czeka. <3 Dziwne jest tylko to uczucie, że już od bardzo dawna tak naprawdę nie byłam sama dłużej niż miesiąc. Minął tydzień, zaraz dwa, a mi jest dziwnie nie mieć nikogo przy sobie. Tego ostatniego tak naprawdę nigdy nie było, ale mimo to dziwnie jest spędzać piątek w domu, bez przytulenia się do kogokolwiek. Ale cóż, mam kota. :) 
4 miesiące wakacji przede mną, także na pewno poznam mnóstwo nowych ludzi, co już teraz nawet mi się udaje. Odwiedziłam dziś fryzjera, także nowy progres jest, jakaś zmiana zaszła. 
Co mam Wam więcej powiedzieć? Skończyło się love story. Szybko przyszło, szybko poszło, jakie to wszystko jest ulotne, ale to nie to... Kontakt utrzymujemy na zasadzie 'co tam' na facebook'u. Niech się chłopak bawi, w końcu lubi zdobywać. A mi wkrótce przejdzie ta maleńka nutka żalu, która się we mnie kryje. Bo wiadomo, zawsze jest trochę szkoda. Mam uczucia, przejmuję się takimi rzeczami. Tymczasem przedstawiam zdjęcie siebie i pana kota, który uwielbia ze mną rozmawiać. <3


Tymczasem nocne rozmowy na skype są najlepsze. <3
Buziaczki ;*

czwartek, 9 maja 2013

I'm yours.

Czy ja naprawdę muszę być aż tak głupia? Może nie do końca, bo właśnie mam przerwę między podstawą angielskiego, a rozszerzeniem, na które uciekam za pół godziny, a jeszcze muszę coś powtórzyć. Ale mimo wszystko uważam, że jestem najgorszą dziewczyną na świecie. Dlaczego? Bo nigdy, NIGDY, PO PROSTU N I G D Y nie doceniam tego, co mam. Do póki tego nie stracę...
Chciałam, żeby mi pokazał, że mu zależy, chciałam, żeby się postarał i co? Zerwałam z nim. Na początku w to nie wierzył, ja sądziłam, że jednak znów będziemy razem, a tu nic. Podchodzę dziś do niego przed maturą, rozbraja mnie jego piękny uśmiech i wydaje mi się, że dalej jest mój. Rozmawiam z nim, nie mogąc się powstrzymać, by go nie dotknąć. Całuję go i mówię, że go kocham, a on co? Jest bardzo zaskoczony i akurat musiał już iść. To wszystko, to po prostu tak wszystko. Tak beznadziejnie spieprzyć tak dobry związek. Bo trzeba było, nie Ola? Bardzo go kocham i nie jestem w stanie się po tym pozbierać, chciałabym, by było już dobrze, by wreszcie sam z siebie coś dał. Mogę z nim rozmawiać godzinami, jeszcze dwa dni temu mnie kochał, a teraz? To wszystko jest tak całkowicie bez sensu... Ale czy w czymkolwiek jest sens? I kiedy muszę się rozstawać, no kiedy? W trakcie pisania jednego z najważniejszych egzaminów w moim życiu, no pewnie, bo lepiej jest iść na maturę ze złamanym sercem! 
Cholernie za nim tęsknię, nie potrafię sobie wyobrazić tego, że go już nie będzie... A co więcej, nie mam pojęcia, co mogę z tym wszystkim zrobić, bo wydaje mi się, że zrobiłam już wszystko. Nie mogę mu się ciągle narzucać, czas na jego ruch. Ale ja po prostu nie umiem czekać, nie potrafię... 

No to maturek ciąg dalszy! 
Polski mógłby pójść lepiej, jedna z nielicznych postawiłam na Orzeszkową, matematykę zdam, także wybornie! Wczoraj miałam bardzo udany dzień z moją przyjaciółką. <3 Ale o tym innym razem, w końcu uciekam na rozszerzony angielski. A podstawa? Podstawa to pikuś, PAN pikuś. ;) Dali prywatny, a nie formalny, tu był szok. 

Trzymajcie kciuki, bo rozszerzenie to już nie taka przyjemność!


środa, 1 maja 2013

Mad world.

Równo tydzień do matury. Nie denerwuję się, może odrobinkę. Nie uczę się aż tak bardzo, trochę matmy, historii, wosu, zobaczymy. Dziwne jest to, że dobrze wiem, czego chcę, a tak trudno jest mi się zmobilizować, by to osiągnąć. 
Teraz?
Teraz czuję się cholernie nieszczęśliwa. Jest mi bardzo źle, że nikogo tu przy mnie nie ma. A! Jest kot, którego nawet nie lubię. Mogłabym to zrzucić na bolący mnie cały dzień brzuch z powodu okresu. Ale jednak czuję, że to nie to. Lubię, gdy w moim życiu się coś dzieje. Nie potrafię wytrzymać, gdy jest stabilnie. A teraz właśnie tak jest. Może nawet nie chodzi mi o faceta, bo tu już szkoda słów, ale o wszystko inne. Czuję się najgorszą na świecie i nie mam najmniejszej ochoty na siebie patrzeć. Teraz największą ochotę mam na to, by połknąć wszystkie tabletki, zastanawiam się, co by się wtedy stało, jakbym się czuła, a może już bym nic nie czuła? Umieramy tak jak żyjemy - samotnie. I mimo, że mam wokół siebie tylu wspaniałych ludzi, że ciągle się uśmiecham, że nie mówię o tym, co mi siedzi w głowie, to wcale dobrze nie jest. W chwilach takich jak ta, chciałabym by ktokolwiek sam z siebie o mnie pomyślał i spytał się, czy wszystko w porządku. Ale niestety, nikogo to nie interesuje.
Nie chcę tu narzekać na przyjaciół, czy ukochanego. Wiadomo, nikt nie jest idealny. Czasami brakuje mi bratniej duszy, która by to wszystko zrozumiała. To, czego tak naprawdę ja sama nie rozumiem. Bo nie jestem w stanie wytłumaczyć tych dziwnych skoków nastroju z najlepszej, na najgorszą. 
Możliwe, że przy panu Sz. wcale nie czuję się tak dobrze, a wmawiam to sobie, bo jest to coś innego. Nie jest chyba dobrze, gdy przy ukochanym mężczyźnie zaczyna się mieć kompleksy, prawda? Chciałabym czuć, że jestem wyjątkowa, jedyna, najlepsza. Czasami mam takie wrażenie, ale potem przechodzimy do codziennej rutyny. Miło, że mnie kochasz, ale seks to nie wszystko. 
Chciałabym uciec stąd jak najdalej, od wszystkich, od tego życia, które mam teraz, bo takiego życia nie chcę mieć. Czuję się źle, bardzo źle. Chce mi się płakać, a najchętniej przespałabym całe życie, co też ostatnio bardzo często robię. 
Trzeba się uczyć do matury, innego wyjścia nie ma.
Mam wrażenie, że po maturze będzie najlepszy okres w moim życiu, taki jaki zawsze chciałam mieć.
Jazda Hyundai'em jak zwykle poprawia mi humor i sprawia, że choć przez paręnaście minut czuję się najlepiej na świecie. Czuję się ważna, gdy widzę te spojrzenia. Pozdrawiam chłopaka, który odwzajemniał mój uśmiech na dzisiejszym skrzyżowaniu. 
Show must go on!


z najlepszą z najlepszych. <3

niedziela, 14 kwietnia 2013

Closing time.

Czasami myślę sobie o tym, jaka byłam kiedyś. Przypominam sobie tę dziewczynę, która była tak cholernie nieśmiała, co rusz się rumieniła, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa. Nienawidziła patrzeć na siebie w lustrze, nie potrafiła cieszyć się życiem, nie doceniała tego, co ma. Spotkało ją coś jeszcze gorszego. A teraz? Teraz bardzo często się uśmiecham, cały czas się śmieję, wszystkim się przejmuję nadal. Czasami robię coś pod wpływem chwili, czego później bardzo żałuję, ale w dalszym rozrachunku wychodzi mi to na dobre. Czuję się szczęśliwa, ten facet mnie uszczęśliwia. Nie potrafię sprecyzować, co w nim jest takiego, że mam ochotę skakać ze szczęścia. Czuję się przy nim, jak małe dziecko, które dostało najpiękniejszą zabawkę na świecie. Żeby nie było, nie jest zabawką. Jest moim wszystkim, czego najbardziej potrzebuję. Najcudowniejsze jest to, że chcę o nim myśleć, chcę widzieć siebie z nim, gdzieś tam. Tego chcę. Ale na jak długo? 5 tygodni za nami. Pierwsze kłótnie także, przetrwaliśmy, no proszę. Kochane jest to, że gdy się nie odzywamy do siebie, bo o coś się posprzeczaliśmy, to w tym samym czasie, oboje wysyłamy do siebie sms'a z przeprosinami. Uwielbiam słyszeć słowa 'kocham Cię' wypływające z jego ust. Są dla mnie najpiękniejszą melodią. Tak kochanie, śpiewasz fatalnie, ale mogłabym Cię słuchać całymi dniami. ;* Najlepsze jest to, że za każdym razem czekam, aż złapiesz mnie za rękę, a gdy już to robisz, przechodzą mnie dreszcze. Czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie, że to właśnie mnie, chcesz mieć przy sobie. Czego więcej potrzeba mi do szczęścia? Ah tak, bardzo dobrze napisanej matury!
Może nie przejmuję się nią tak bardzo, bo mam tę pewność, że zdam. Matematykę na pograniczu, ale myślę, że jednak na plusie. Reszta 80+, jeśli chodzi o podstawy. Teraz tylko trzeba się wziąć, ogarnąć coś, co się da. Od jutra, od jutra to taki dzień, w którym tyle chcemy zrobić! 
Póki co, postaram się przygotować mój brzuszek na maturę. Ostatnie słodycze zjadłam dziś, dziękuję i do zobaczenia 20 maja, ostatni - ustny polski. 
Trzymajcie kciuki, za moją naukę! 
Tymczasem poczytam słówka z angielskiego i dobranoc misiaczki. ;*

P.S.

Pochwalę się:

słodkich snów najpiękniejsza kocham Ciebie bardziej i bardziej i jestem szczęśliwy gdy wiem ze jesteś! :* '


I mam dla Was zdjęcie z piątkowej domówki u koleżanki, 
wszystkiego najlepszego słodka dziewiętnastko! ;*


Hm, jaką by Wam tu dać podpowiedź? :D
Na pewno jestem obok mojego ukochanego! Zgadujcie.

czwartek, 11 kwietnia 2013

Counting Stars.

Czasami się zastanawiam, czy to wszystko ma sens. Wstawanie rano z łóżka, przeżywanie dnia i kładzenie się spać. Czasami jest mi tak cholernie źle. Mam wrażenie, że wszystkim tylko przeszkadzam. Że ich życie byłoby o wiele lepsze beze mnie. Chciałabym nie wychodzić z łóżka, spod kołdry. Chciałabym, żeby ktoś zrozumiał, bez tych wszystkich słów. Zrozumiał, jak się czuję, gdy wszyscy naokoło są tak szczęśliwi. Jak ja byłam szczęśliwa ludzie mieli mnie za wariatkę, a teraz sami skaczą ze szczęścia. 
Wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Że choć tak bardzo się załamuję w środku, to na zewnątrz cały czas się śmieję i uśmiecham, nie potrafiąc pokazać tego, jak bardzo cierpię. 
Chcę iść spać i tak sobie przespać parę dni. Ktokolwiek by się mną zainteresował? 

niedziela, 7 kwietnia 2013

If I lose myself.

Wyobrażacie sobie najlepszego faceta na świecie? Tak, to właśnie mój mężczyzna. Mój własny prywatny, osobisty, z którego jestem tak cholernie dumna. Uwielbiam, gdy łapie mnie za rękę. Nie potrafię wyrazić tego, co wtedy czuję. Czuję się najlepszą kobietą na świecie, gdy przytula mnie właśnie mój Sz. Minęły cztery tygodnie, dostałam różę i nadal jestem tak cholernie zakochana. Oczywiście, nie jest łatwo. Jest cholernie trudno każdego dnia walczyć o ten związek. Olać niektóre rzeczy, ustąpić tej drugiej osobie, ale w konsekwencji, gdy słyszę jak bardzo mnie kocha, że obiecuje, że 'na zawsze', to wiem, że warto. Uwielbiam kłótnie o to, kto kogo bardziej kocha. Wcale nie jest tak wspaniale, jak teraz o tym czytacie. Ostatnio sporo się kłócimy, mamy odmienne zdanie. Ale na tym chyba właśnie polega związek, na tych wszystkich spięciach, w których udowadniamy sobie, jak ważni dla siebie nawzajem jesteśmy. Nie potrafię się nim nacieszyć, zawsze mi go mało. 
Uwielbiam, gdy prowadzisz kochanie, jesteś wtedy taki niesamowicie męski. Co ja gadam, Ty zawsze jesteś męski. Uwielbiam Twój uśmiech, który ujął mnie od naszego pierwszego spotkania. Uwielbiam Twoje oczy, które tak często na mnie patrzą. Uwielbiam Twoje usta, które mówią, że mnie kochają i tak dobrze całują. Uwielbiam wszystko, co jest w Tobie. Bo jestem w Tobie zakochana i oddaję Ci całą siebie. Mogłabym godzinami się z Tobą kochać. ;*


sobota, 30 marca 2013

It's time.

Czasami sobie myślę, że słowa nie są w stanie wyrazić wszystkich uczuć. Ale właśnie po to są słowa, by je opisać. Targi w Gd, jak najbardziej udane. Lubię spędzać cały dzień z moim ukochanym tatusiem. Uwielbiam z nim rozmawiać, bo tak dobrze się rozumiemy. Uwielbiam, gdy mi śpiewa w samochodzie, opowiada głupie żarty, które wcale nie są śmieszne, ale zawsze się śmieję. Kocham go najbardziej na świecie. Chciałabym, by kiedyś, ktoś, pokochał mnie tak, jak mój tato. Mimo, że nie zawsze się zgadzamy, to wiem, że chce dla mnie jak najlepiej. 
Z panem Sz. układa się dobrze. Pierwsze, cudowne chwile minęły, a ja dalej cała drżę pod jego dotykiem. Uśmiecham się, gdy tylko go zobaczę. Bardzo szybko zaczynam za nim tęsknić. Teraz poznajemy siebie nawzajem. Każdą kłótnię jest mi w stanie wynagrodzić jego spojrzenie i słowa 'kocham Cię' lub 'uwielbiam mieć przy sobie moją KOBIETĘ'. Tak kochanie, zdecydowanie masz problem z tym słowem. ;* Jest mi dobrze, czuję się szczęśliwa.
Przykro mi jedynie, że moje wyobrażenie o mojej rodzinie tak diametralnie się zmienia, niestety na gorsze. Parę lat temu nie potrafiłabym sobie wyobrazić niektórych rzeczy. A teraz są one tak rzeczywiste i namacalne... Chcę być dobra, naprawdę. Chcę być cholernie dobrym człowiekiem, przecież to jest w życiu najważniejsze. 

Wesołych, ciepłych, rodzinnych świąt! ;*
Mokrego poniedziałku? :)

środa, 20 marca 2013

Stay.

Czasami myślę o tym, by tak po prostu ze sobą skończyć. Co by to zmieniło w czyimkolwiek życiu? Rodzice by cierpieli, ale odczuliby też pewną ulgę, jeden problem mniej. Mogli zacząć spełniać swoje marzenia, zamiast myśleć o mojej przyszłości. Przyjaciele, pewnie byłoby pusto w ich życiu, na początku, a może żyliby dalej, czasami mnie tylko wspominając. W rodzinie byłabym kolejnym wybrykiem, kolejną niedoskonałą częścią, która nie jest normalna. Pan Sz. w tej chwili jest najważniejszy. Szybko zjawiłam się w jego życiu, szybko mogłabym zniknąć. Przecież jestem tylko JEGO dziewczyną od ponad tygodnia. Znajdzie w życiu jeszcze wiele lepszych. Co z tego, że dla mnie on jest najlepszy. 
O ile wszystko byłoby prostsze, nie musieć martwić się o przyszłość, teraźniejszość, nie myśleć o przeszłości. Takie rozwiązanie sprawy ma wiele pozytywnych aspektów, niestety. 
Mimo wszystko uważam, że nie trzeba odwagi, by umrzeć, trzeba jej - by żyć. Uczyć się do matury, dostać na studia, prowadzić własne, dorosłe życie. Wiecie, jaki mam teraz obraz przed oczami? Siedzę na swoim własnym balkonie, w swoim własnym mieszkaniu, z wyciągniętymi nogami i cholernie szeroko się uśmiecham nad książką od prawa. Brakuje mi w tej wizji jeszcze tylko mojego mężczyzny, który by przyszedł, powiedział, że kocha i pocałował. Do takiej wizji właśnie dążę, jest to takie moje ogromne marzenie. 
Więc czemu mam umierać, skoro nawet nie dałam sobie szansy, by je zrealizować?

Jutro na targi do Gdańska z tatą, będzie dobrze. Muszę wziąć się za historię, która leży. Pan Sz. jest cudowny i z każdym dniem dociera do mnie, jak bardzo go kocham. Nie chcę niczego planować, nie chcę niczego zepsuć, tak jest dobrze. Byle do matury, a potem będzie tylko mój, dwadzieścia cztery na dobę. <3


czwartek, 14 marca 2013

Slow Dancing In A Burning Room

Dobry wieczór misiaczki. ;*
Marzec jest, wiosny nie widać. Tak bardzo chcę, by było ciepło! Kochane jest to, że odrobina słońca poprawia mi humor, mam ochotę się uśmiechać. Ale nie tylko z tego powodu.
Rozstania mogą być bolesne, ale można także z nich wyciągnąć wnioski. Nie jestem chyba stworzona do bycia singlem, ponieważ za pół godziny minie dokładny tydzień bycia z panem Sz. Pan Sz. jest cudowny, najdoskonalszy z najdoskonalszych. Do ideału mu daleko. Ciągle mnie denerwuje, irytuje, powie coś głupiego. Ale uwielbiam, gdy patrzy na mnie, uśmiecha się i mówi: 'kocham to, jak udajesz, że się złościsz', całuje mnie, ciągle patrząc w oczy. Lubię, jak mnie dotyka, przesuwa ręką po moim ciele i to męskie 'mm'. Czego chcieć więcej? Czuję się przy nim bardzo dobrze, tak jak od dawna się nie czułam. Czuję szczęście, radość, ciągle się uśmiecham, mam ochotę płakać ze szczęścia. Zaczynam za nim tęsknić już po godzinie odkąd go widziałam. Mogłabym godzinami słuchać jego głosu, mogłabym godzinami go całować. Mogłabym po prostu całe życie leżeć przy nim i patrzeć mu w oczy. Tak, to jest moja arkadia. 
Matura tuż, tuż, a ja czuję, że nic nie umiem. Próbne nie idą mi najgorzej, zobaczymy jak wyjdzie prawdziwa. Więcej czasu muszę poświęcić nauce. Dlaczego zakochuję się przed samą maturą? Jeśli przetrwamy ten najgorszy czas, to będę najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Lubię rozmawiać o uczuciach, lubię słyszeć, że też daję mu szczęście. Wiem, że jestem mu potrzebna. Mam powód, by budzić się każdego ranka i iść do szkoły, gdy wiem, że zaraz zobaczę mojego cudownego chłopaka. 
Słodkich snów! 

środa, 6 lutego 2013

Lalalove.

Dochodzi dwudziesta druga, myślę o jutrzejszej maturze z angielskiego i jakoś się tym nie przejmuję, w końcu - podstawa. Wychodzę z własnego, dużego pokoju i idę do łazienki. W wannie myję włosy, potem przebieram się w pidżamę. Schodzę na dół, do taty, który ogląda mecz. Jak zawsze, siadam na kanapie w jego nogach i wyciągam swoje do drapania. Tato automatycznie drapie mi nogi, przyjemne i tak dobrze znane mi uczucie. Rozmawiamy o nieudolnej grze naszych rodaków, ale mimo wszystko, cieszę się ze swojej narodowości. Polska jest walecznym krajem, może nie w piłce nożnej, ale walczy o swoje. Bynajmniej tak było w historii. Teraz też jest pewna większość porządnych obywateli. W pewnej chwili mówię do taty: ' Wiesz tato, ale nie śmiej się, spełniło się dziś moje marzenie. Sama jechałam Hyundaiem.' Mam łzy w oczach pisząc to, bo jeszcze parę lat temu wydawało się to takie nierealne. A teraz proszę, mam prawo jazdy, zdane za pierwszym razem, jechałam sama ogromnym samochodem, który ma cudowne przyśpieszenie. <3 Wiem, że to niewiele może dla Was, ale dla mnie jest to kolejna mała rzecz, która bardzo mnie cieszy. Puntem jeżdżę na co dzień, na Puncie uczyłam się jeździć i proszę. Mecz skończony, wychodzę z salonu, przechodząc przez kuchnię, mierzwiąc psu włosy na łbie i cmokając, otwieram taras. Wchodzi mój ukochany kot, Lucjan, wołam drugiego - Valetino, nie ma. A ja uśmiecham się jak głupia patrząc na swój taras i ogródek. Kurde, ja to naprawdę mam szczęście. Idę do góry, wracam do pokoju i siadam na swoim ogromnym łóżku, kot przychodzi, podchodzi pod rękę. Głaszczę go, a on mruczy. 
Tak często narzekam nie doceniając tego, co mam. A mam naprawdę dużo. Oboje moich rodziców pracuje, mieszkam w dużym domu, za dużym na naszą trójkę. Nie mam rodzeństwa, z czego się cieszę. Jestem ukochaną córeczką rodziców, oczkiem w ich głowie. Mam zwierzyniec w domu, dwa koty i psa. Dwa samochody, którymi niedawno zaczęłam jeździć. Chodzę do najlepszego liceum w swoim mieście, wybieram się na prawo. Jak się dostanę, to będę skakać ze szczęścia, bo jest to moje kolejne marzenie. 
Nie mam żadnej patologii w domu, brak przemocy, rozwodu, narkotyków, alkoholu, dziwnych znajomych. Żadnego związku z ciemną stroną mocy, xd. 
Na co ja jeszcze narzekam?
Ah tak, nie może być za kolorowo, jestem nieuleczalnie chora, nie lubię o tym rozmawiać. 
Staram się żyć normalnie ciesząc się z tak małych drobnostek, które dla innych ludzi są zwyczajne.
Trzymajcie kciuki, słodkich snów robaczki. 

sobota, 26 stycznia 2013

All I want.

Jestem dorosła, robię więc co chcę.
Podejmuję własne decyzje.
Sama rozwiązuję problemy.
Stawiam sobie wysokie cele
i z całą energią do nich dążę.
Trzeba przestać reagować na wszystko
zbyt emocjonalnie.


Zapraszam tu:
http://pleasebegoodforme.blogspot.com
:)

Wreszcie ferie, choć odpoczynku mało.
Po studniówce, zabawa udana.
W następnym dam zdjęcie mojej sukienki. :)
Oby do matury!
Oby do Gdańska! 
Oby prawo!
Nic więcej do szczęścia nie będzie mi już potrzebne.


czwartek, 10 stycznia 2013

Give me love.

Często robię dobrą minę do złej gry, często mam łzy w oczach, często mam ochotę się do kogoś po prostu przytulić. Zaczynam mówić o czymś kompletnie innym, a w głowie myślę o tym, co wywołuje łzy. Czuję się kompletnie wyprana z jakichkolwiek emocji. Mam wrażanie, że wszyscy się na mnie patrzą i widzą to, co boli mnie w środku, że nie mam już siły by walczyć po prostu. Walczyć o cokolwiek. O zdrowie, o przyszłość, nawet o życie. Najchętniej bym się utopiła, rzuciła w przepaść, pod tramwaj chociażby. Chętnie zamieniłabym się z Berliozem. Wszystko mnie irytuje, czasami chciałabym stać się niewidzialna. Jak dobrze, że w wannie pełnej wody nie widać łez. Mam ochotę siedzieć i nie myśleć, słuchając w kółko tej samej piosenki i płacząc. Udawać, że nic się nie dzieje. Zawalam najprostsze rzeczy, do niczego się nie nadaję. Chciałam powiedzieć, że chciałabym, żeby ktoś zrozumiał, ale tu chyba po prostu nie ma czego rozumieć. Taki człowiek jak ja, powinien nie istnieć.

czwartek, 3 stycznia 2013

Don't stop the party!

Ogólnie jestem grzeczną dziewczynką.
Lubię spać, muszę się uczyć, na imprezy wychodzę czasami.
Nie pieprzę się z obcym kolesiem w domu obcej osoby.
Nie rozwalam szyby w samochodzie sąsiada.
Nie biję się, żeby cała łazienka była we krwi.
Nie wyzywam nikogo, że wyrzucił pojebanych ludzi z imprezy.
To była moja ostatnia domówka.
Zapowiada się przesłuchanie na policji.


Ciężko jest z historią.
Ciężko jest też tak naprawdę ze wszystkim.
Bardzo źle zaczął się ten rok, bardzo.
Co jeszcze?


Niektórzy to są pojebani!